LKS Czaniec awansował do IV ligi:
Długo trzeba było czekać - westchnął Wojciech
Waligóra, na co dzień kierownik zespołów wyjazdowych bielskiego pogotowia
ratunkowego. Jednocześnie chyba najcierpliwszy prezes klubu piłkarskiego na
Podbeskidziu i w Małopolsce. Na czele LKS Czaniec stoi już od 16 lat, a od
pięciu lat co roku patrzył, jak jego klub na finiszu rozgrywek wyprzedzany jest
przez innych. W minioną sobotę tuż około 18.45 mógł powiedzieć z satysfakcją:
- Czuję spełnienie tego, na co tyle lat czekaliśmy. Wtedy właśnie
piłkarze LKS Czaniec, wygrywając 4:1 zapewnili sobie historyczny awans do
czwartej ligi!
- Zabierałem się za Czaniec, gdy zespół był na ostatnim miejscu w A klasie z dorobkiem dwóch punktów - wspomina Waligóra. Wtedy pierwszym trenerem został nieżyjący już Józef Niemczyk. Efekt? Na wiosnę drużyna nie przegrała meczu i skończyła sezon na czwartym miejscu. Potem do 2000 roku pukała do bram okręgówki. Na ten etap rozgrywek zespół wprowadził Jerzy Sordyl. I od razu sensacja - beniaminek zajął drugie miejsce. Nikt nie przypuszczał, że liczba "2" stanie się przekleństwem w następnych latach. Czaniec co roku miał drużynę, która była bliska wygrania liga. Ale zawsze potrafili znaleźć się ciut lepsi. A to Sokół Zabrzeg, a to Beskid Skoczów, Walcownia czy BKS. Wydawało się, że LKS Czaniec nie ma szczęścia do wygrania ligi.
- Czy było zwątpienie? Nie. Mamy bardzo dobrych sponsorów, którzy nie robią nic na siłę i nic nie wymuszają. To nie tacy, że odchodzą, gdy drużyna przegrywa - mówi Waligóra.
Wojciech Madej, obecny trener LKS Czaniec, przyznaje jednak, że gdy rok temu zespół znów zakończył sezon na drugim miejscu, były chwile zawahania. - Byliśmy drużyną praktycznie przygotowaną na awans. Ale Żabnica nas przebiła. Wtedy nie było wiadomo, co robić. Ale prezes twardo powiedział, że gramy dalej. Trzeba było raz jeszcze wykonać tę robotę. I poszliśmy za ciosem. Dziś czuję wielką radość, że praca, którą wykonywałem przez trzy lata , przyniosła efekt - mówi szkoleniowiec.
Mariusz Jendryczko, były piłkarz Ruchu Chorzów, Ceramedu Bielsku i Podbeskidzia, nie ukrywa ogromnej satysfakcji. - Wykonaliśmy naprawdę dobrą robotę. Po poprzednim sezonie został pewien niedosyt. Podziękowania należą się prezesowi, który stworzył nam dobre warunki do pracy. Osobiście też mam satysfakcję, że mogłem w tym awansie pomóc. To mój czwarty awans w karierze. Trzy poprzednie osiągnąłem z Ceramedem - przyznał kapitan LKS Czaniec.
Co dalej? Do końca rozgrywek zostały dwie kolejki. Później trzeba będzie już myśleć o czwartej lidze. Wiadomo, że klub zyskał głównego sponsora, którym została firma Czanieckie Makarony. - Nazwa klubu nie zmieni się - zapewnia Waligóra. - A w czwartej lidze? Chcemy wejść, grać i utrzymać się. O niczym innym nie myślimy.
Info: Dziennik Zachodni