PIŁKA NOŻNA Szlagier bielskiej ligi okręgowej wyłonił lidera:

Który futbol jest lepszy? Ten z poukładaną defensywą. - Chyba jeszcze nie mieliśmy tak dobrego początku - promieniał ze szczęścia Mariusz Jendryczko, kapitan LKS Czaniec. W niedzielę on i jego koledzy wygrali w Zabrzegu z Sokołem 3:1 i objęli prowadzenie w tabeli bielskiej ligi okręgowej.

Stracie tych zespołów zapowiadało się jako zderzenie różnych stylów gry. Do niedzieli oba wygrały wszystkie swoje mecze. Sokół imponował ofensywną grą (38 goli), Czaniec żelazną defensywą (tylko dwa stracone gole).

- Sam jestem ciekaw tej konfrontacji. Czy lepszy okaże się futbol poukładany w tyłach, czy ten z nutką radości, bez kalkulacji - zastanawiał się Adam Kryger, trener Sokoła. Feralnie dla niego, kontuzja jaką złapał w sobotę, wyeliminowała go z gry przeciw drużynie z Czańca. Brak Krygera widoczny był aż nadto. Od pierwszego gwizdka gracze Sokoła wyglądali na zagubionych, nie potrafili przytrzymać piłki ani jej rozegrać. Tej ostatniej sztuki próbował Andrzej Szłapa, ale bez wsparcia kolegów niewiele wskórał. Czaniec prezentował się o klasę lepiej. Goście krótko przyjmowali piłkę, swobodnie wymieniali podania i śmielej zapędzali się pod bramkę Sokoła. W 21. min. zdobyli gola. Rafał Szlagor podkręcił piłkę z rzutu wolnego, a ta z 17 metrów wpadła do siatki.

Zabrzeżanie chcieli szybko wyrównać, ale ich ataki rozbijały się o mur defensywy ustawiony przed polem karnym rywali. Gdy już udało się go sforsować, do szczęścia brakowało precyzji. W 34. min. Tomasz Pokusa mógł doprowadzić do remisu, ale jego strzał z półobrotu był niecelny.

W przerwie trener Kryger dokonał dwóch zmian. Roszady nie pomogły, bo tuż po wznowieniu gry, drugiego gola zdobył Czaniec. Tomasz Majdak urwał się obrońcom i pokonał Dominika Chmielniaka. Chwilę później golkiper Sokoła wygrał pojedynek z Bartłomiejem Chwailbogowskim, ale w 78. min. był bez szans, gdy pozostawiony bez opieki Konrad Błachut posłał piłkę w długi róg bramki. Gospodarze odpowiedzieli tylko jednym golem. Z rzutu wolnego po błędzie Dariusza Chmiela na listę strzelców wpisał się Krzysztof Koczur.

- Zabrzeg to dobra drużyna, ale to my zdominowaliśmy grę. Okazuje się, że styl, gdzie gra poukładana jest od tyłu, jest lepszy - cieszył się Wojciech Madej, trener Czańca. - Pracuję trzy lata z tą drużyną i powiedziałem, że jeśli teraz nie awansujemy, to odejdę. Ten mecz nie oznacza wygrania ligi, bo musimy wygrać jeszcze wiele spotkań. Ale zwycięstwo na boisku lidera, który wszystkich gromi u siebie, cieszy.

Dla Sokoła porażka była zwieńczeniem czarnego tygodnia. - W poniedziałek na treningu zmarł pan Henryk (wuefista i trener LUKS Zabrzeg - red.), potem Distel, nasz obrońca, złamał nogę. A w sobotę ja złapałem kontuzję. Ta passa rzutowała na obraz tego meczu. Czaniec był lepszy, a my nie graliśmy tego, na co nas stać - skwitował Adam Kryger.

Źródło: Dziennik Zachodni