To nie zadyszka:

CZANIEC. Beniaminek ciągle uczy się gry w IV lidze bielskiej. 

Czaniec przegrał na własnym boisku ze Skałką Żabnica 0:1 (0:0) w IV lidze bielskiej tracąc bramkę w doliczonym czasie gry. Dla podopiecznych Wojciecha Madeja był to podwójny cios. Mogliby przegrać z każdym, tylko nie z lokalnym sąsiadem, z którym w dodatku, rok wcześniej przegrali walkę o mistrzostwo "okręgówki". Gospodarze są beniaminkiem w czwartoligowym towarzystwie, więc przyszło im zapłacić frycowe.

- Rzeczywiście, już dawno nie przegraliśmy ze Skałką, bo nawet w sezonie, kiedy zdobywała mistrzostwo bielskiej "okręgówki", dwukrotnie byliśmy od niej lepsi na boisku - przypomina trener Czańca Wojciech Madej. - Wygrali z nami chyba ze trzy lata temu. Tym razem z pewnością w odniesieniu zwycięstwa pomógł rywalom sędzia, który z nieznanych powodów, już w 26 min, usunął z boiska Mateusza Płonkę - dodaje szkoleniowiec.
Początek rozgrywek w wykonaniu Czańca był rewelacyjny. W pierwszym czterech kolejka zanotował komplet zwycięstw, tracąc jedynie dwa gole w zwycięskim na własnym boisku pojedynku z Victorią Jaworzno 5-2. To spotkanie zakończyło dobry okres wyników beniaminka. Potem był bezbramkowy wynik w Łące, aż wreszcie nastał czas porażek. Przed wpadką na własnym boisku z Żabnicą, zespół przegrał 1-2 w Rudzie Śląskiej. - Porażka z Żabnicą bardzo nas boli, bo jedyną, ale jak się później okazało decydującą bramkę, straciliśmy w doliczonym czasie. Zabrakło go nam, żeby myśleć o uratowaniu remisu. Z kolei w Rudzie Śląskiej mieliśmy na to niemal całą drugą połowę. Do zaangażowania zawodników w meczach, w których straciliśmy punkty, nie mam zastrzeżeń. Na końcowy wynik składają się niuanse. Przeciwko Żabnicy chłopcy popełnili błąd w kryciu , ale weźmy poprawkę na to, że dwie trzecie meczu przyszło nam grać mając jednego zawodnika mniej na boisku. Na pewno pięć straconych bramek w ostatnim czterech meczach jest dla mnie materiałem do przemyśleń, skoro w pierwszych trzech meczach nie straciliśmy żadnej bramki. Nie ma jednak powodów do powielania opinii, że trafiła nam się jakaś zadyszka, czy dołek. Jesteśmy w gronie czwartoligowców beniaminkiem w pewnie nie wiele zespołów chciałoby legitymować się dorobkiem punktowym podobnym do naszego. Uczymy się tej ligi - kończy szkoleniowiec, który już myślał o trudnym spotkaniu, czekającym jego zespołów w Skoczowie.
O tym jak wypadł Czaniec w Skoczowie, kibice dowiedzą się sięgając po "Dziennik Sportowy"

Źródło: Dziennik Polski